top of page

„Nie jestem w kryzysie, ale już nie daję rady”


Już nie daję rady
Nie jestem w kryzysie... ale już nie daję rady.

Stan pomiędzy.... najbardziej ignorowany sygnał ostrzegawczy.


To zdanie nie brzmi dramatycznie. Nie wywołuje alarmu. Często przechodzi niezauważone nawet przez osobę, która je wypowiada.

A jednak w pracy terapeutycznej to jedno z najważniejszych zdań ostrzegawczych, jakie możemy usłyszeć.

Opisuje stan przedkryzysowy, który w naszej kulturze jest niemal niewidzialny. Bo nie wygląda „wystarczająco poważnie”.


Stan, który nie ma prawa się zatrzymać


W tym stanie nie ma:

  • spektakularnego załamania,

  • hospitalizacji,

  • jednego wydarzenia, które usprawiedliwiałoby pauzę,

  • „dowodu”, że jest źle.


Jest za to:

  • wyraźny spadek tolerancji na stres,

  • drażliwość albo przeciwnie — emocjonalne otępienie,

  • poczucie, że nawet drobne sprawy kosztują za dużo.


Osoba nadal funkcjonuje, choć wewnętrznie już nie daje rady. Chodzi do pracy. Odpowiada na wiadomości. „Daje radę”.

Ale coraz większym kosztem.


Gdy system nerwowy jest już na granicy


Z perspektywy psychologii i neurobiologii to moment bardzo precyzyjny. Układ nerwowy znajduje się na granicy swoich możliwości regulacyjnych, ale osoba nadal mobilizuje się wysiłkiem woli.


To stan, w którym:

  • ciało jest chronicznie przeciążone,

  • emocje są spłaszczone lub gwałtownie wybuchowe,

  • a głowa wciąż powtarza: „jeszcze trochę, jeszcze dam radę”.


To nie jest lenistwo. To nie jest brak odporności. To jest organizm, który od dawna funkcjonuje ponad swoje zasoby.


Dlaczego ten moment "już nie daję rady" jest kluczowy terapeutycznie


Ten „stan pomiędzy” jest jednym z najważniejszych momentów w terapii.

Bo to ostatni etap przed kryzysem, w którym zmiana może dokonać się bez dramatycznych konsekwencji.


Jeśli w tym miejscu:

  • nie zatrzymamy się,

  • nie uznamy sygnałów,

  • nie zmienimy sposobu funkcjonowania,


organizm zrobi to za nas — w formie:

  • załamania,

  • epizodu lękowego lub depresyjnego,

  • objawów psychosomatycznych,

  • nagłego, głębokiego wyczerpania.


Kryzys nie zaczyna się od upadku


To jedno z najważniejszych zdań, jakie warto zapamiętać:

Kryzys nie zaczyna się od upadku. Zaczyna się od ignorowania sygnałów, że jest już za dużo, że już czuje że nie daje rady.


Problem polega na tym, że sygnały przedkryzysowe są ciche. Nie domagają się uwagi dramatem. Domagają się uważności.


I bardzo często są zagłuszane przez:

  • odpowiedzialność,

  • poczucie obowiązku,

  • przekonanie, że „inni mają gorzej”.


To nie jest moment na dalsze zmuszanie się


Stan „jeszcze daję radę” bywa mylący. Sprawia wrażenie, że wystarczy jeszcze trochę wysiłku.

Tymczasem to moment, w którym najmniej pomaga dalsze zaciskanie zębów, a najbardziej pomaga:

  • bezpieczne zatrzymanie,

  • przyjrzenie się realnym obciążeniom,

  • odzyskanie kontaktu z własnymi granicami.

To moment, który nie potrzebuje heroizmu, tylko wsparcia.


Jeśli to zdanie jest Ci bliskie


Jeśli masz poczucie, że: nie jesteś w kryzysie, ale już nie dajesz rady to być może właśnie teraz jest najlepszy moment, by poszukać pomocy.

Nie wtedy, gdy wszystko się rozsypie. Ale wtedy, gdy jeszcze można zatrzymać proces przeciążenia.

Terapia w takim momencie nie jest oznaką porażki. Jest aktem uważności i troski o siebie.

Jeśli czujesz, że to o Tobie.... zapraszam do pracy terapeutycznej. Bez ocen. Bez pośpiechu. Z pełnym szacunkiem dla tego, jak dużo już uniosłaś / uniosłeś.


Bibliografia do poczytania:

  1. Burnout – o przeciążeniu i stanie przedkryzysowym wynikającym z niedomkniętych cykli stresu.

  2. The Polyvagal Theory – o granicach regulacji układu nerwowego i sygnałach przeciążenia.

  3. When the Body Says No – o somatycznych konsekwencjach długotrwałego ignorowania sygnałów organizmu.

  4. Trauma and Recovery – o stanach pomiędzy funkcjonowaniem a kryzysem oraz znaczeniu wczesnej interwencji.

Komentarze


bottom of page