top of page

„Jestem wśród ludzi, a czuję się głęboko samotna/y”

O samotności egzystencjalnej i relacjach, w których nie ma spotkania



Czuję się samotna/y
Czuję się samotna/y


To jedno z najbardziej bolesnych doświadczeń psychicznych, bo podważa prostą logikę społeczną:

skoro mam ludzi wokół siebie, nie powinnam czuć samotności.

A jednak w praktyce terapeutycznej to zdanie pojawia się bardzo często. I niemal zawsze dotyczy nie liczby relacji, lecz ich jakości.


Samotność ma więcej niż jedną twarz


Istnieje samotność, którą łatwo rozpoznać, samotność braku osób. Ale jest też druga, znacznie trudniejsza do nazwania: samotność wśród ludzi.


Pojawia się wtedy, gdy:

  • relacje są poprawne, ale powierzchowne,

  • jest rozmowa, ale nie ma prawdy,

  • jest kontakt, ale nie ma spotkania.


Człowiek funkcjonuje społecznie, bywa w relacjach, spełnia role a jednak wewnętrznie doświadcza głębokiego oddzielenia. To doświadczenie bywa bardziej dotkliwe niż samotność fizyczna, bo jest niewidzialne i często zawstydzające.


Skąd bierze się samotność w relacjach? Czuję się samotna/y.


Z perspektywy psychologicznej bardzo rzadko jest ona „problemem osobowości”. Znacznie częściej jest konsekwencją adaptacji.


Czasem wyrasta z historii przywiązaniowej:

nauczyłam się, że pokazywanie siebie nie jest bezpieczne. że bliskość kosztuje za dużo. że lepiej nie potrzebować.

Czasem z roli społecznej:

„jestem silna / silny” „nie chcę obciążać” „inni mają gorzej”

A czasem z wstydu, tego cichego, głębokiego wstydu bycia „za bardzo”, „za trudną”, „za emocjonalnym”.

W takich warunkach relacje mogą trwać latami, a mimo to nie dotykają rdzenia osoby i wtedy myślą o sobie czuję się samotna/y.


Dlaczego więcej ludzi nie rozwiązuje problemu?


Bo samotność egzystencjalna nie znika od intensyfikacji kontaktów. Nie leczy się jej kalendarzem pełnym spotkań ani „byciem bardziej towarzyską”.


Ona znika dopiero wtedy, gdy pojawia się bezpieczne doświadczenie bycia widzianym:

  • bez maski,

  • bez roli,

  • bez konieczności radzenia sobie.


To doświadczenie jest korektywne. I dla wielu osób.... zupełnie nowe.


Terapia jako przestrzeń pierwszego spotkania


Dla części pacjentów terapia staje się pierwszym miejscem, w którym:

  • nie trzeba udawać, że „jest w porządku”,

  • nie trzeba być silnym,

  • nie trzeba niczego udowadniać.


To przestrzeń, w której relacja nie jest oceną ani zadaniem, lecz spotkaniem  z granicą, z bezpieczeństwem i z prawdą o sobie.

Nie po to, by „naprawić relacje”, ale by nauczyć się obecności, która może później zaistnieć także poza gabinetem.

Jeśli to zdanie jest Ci bliskie, to być może nie chodzi o to, że „nie masz ludzi”.

Być może chodzi o to, że nie masz miejsca, w którym możesz być sobą.



Bibliografia (do pogłębienia tematu)

  • Attached – o stylach przywiązania i bliskości

  • Attachment in Psychotherapy – relacja terapeutyczna jako korekta przywiązaniowa

  • Daring Greatly – wstyd, podatność i autentyczność

  • Lost Connections – o samotności i zerwanych więziach we współczesnym świecie

Komentarze


bottom of page