„Coraz częściej mam wrażenie, że życie mnie omija”
- renataolszewska22
- 11 godzin temu
- 3 minut(y) czytania
O przemijaniu, utracie obecności i cichej żałobie po sobie

Są zdania, które nie brzmią dramatycznie. Nie krzyczą. Nie wołają o pomoc.
A jednak w gabinecie życieterapeutycznym mają ogromną wagę.
Jednym z nich jest właśnie to: „Coraz częściej mam wrażenie, że życie mnie omija.”
To zdanie bardzo rzadko pojawia się w momentach ostrego kryzysu. Częściej rodzi się w okresach przejścia, wtedy, gdy zewnętrznie „wszystko jeszcze działa”, ale wewnętrznie zaczyna brakować obecności.
Nie chodzi o czas. Chodzi o bycie. Ale o to żeby nie czuć że życie mnie omija.
Osoby, które wypowiadają to zdanie, rzadko mówią o braku zajęć. Wręcz przeciwnie, często są bardzo zajęte.
Mają obowiązki. Role. Odpowiedzialności. Dni wypełnione zadaniami.
A jednak opisują stan, w którym:
są w trybie automatycznym,
funkcjonują, ale nie doświadczają,
„robią swoje”, ale nie czują siebie w tym życiu.
To nie jest lenistwo. To nie jest brak wdzięczności. I bardzo często to nie jest depresja w sensie klinicznym.
To raczej doświadczenie utraconej obecności.
Cicha żałoba, o której rzadko się mówi
Pod tym zdaniem często kryje się coś jeszcze głębszego... cicha, nieuznana żałoba.
Nie po kimś. Po sobie.
Po tej wersji siebie, która:
miała marzenia, ale je odłożyła,
miała impulsy życia, ale nauczyła się je tłumić,
chciała czegoś „więcej”, ale wybrała bezpieczeństwo, powinność albo oczekiwania innych.
To żałoba bez rytuału. Bez pogrzebu. Bez społecznego przyzwolenia.
Bo przecież „nic złego się nie stało”. „Przecież życie się udało”. „Przecież inni mają gorzej”.
A jednak wewnętrznie pojawia się poczucie, że kogoś w tym życiu brakuje. I tym kimś… jestem ja.
Psychologia spotyka filozofię
W takim momencie klasyczna narracja motywacyjna zawodzi.
To nie jest pytanie: „Jak się ogarnąć?” „Jak być bardziej produktywną?” „Jak lepiej zarządzać czasem?”
To jest pytanie egzystencjalne:
Czy ja jeszcze jestem w swoim życiu?
To pytanie zadawali filozofowie na długo przed tym, zanim pojawiła się współczesna psychologia.
Egzystencjaliści mówili wprost: człowiek może funkcjonować, a jednocześnie nie istnieć naprawdę. Może wypełniać role, ale nie zamieszkiwać własnego życia.
W ujęciu terapeutycznym mówimy wtedy o długotrwałym życiu w trybie adaptacji, przetrwania, spełniania oczekiwań ale kosztem sensu, ciała, emocji i autentyczności.
To nie patologia. To sygnał.
Chcę to powiedzieć bardzo wyraźnie:
Poczucie, że „życie mnie omija”, nie musi oznaczać zaburzenia. Często jest to zdrowy sygnał, że coś w nas domaga się korekty.
To sygnał, że:
zbyt długo żyliśmy w trybie funkcji,
za mało było trybu sensu,
za długo byliśmy „potrzebni”, a za krótko obecni.
To moment, w którym psychologia bez filozofii nie wystarcza. I filozofia bez kontaktu z ciałem też nie.
Terapia jako odzyskiwanie obecności
W takim miejscu terapia nie polega na rewolucji. Nie chodzi o rzucanie wszystkiego. Nie chodzi o radykalne decyzje.
Chodzi o powrót.
Krok po kroku:
do własnych odczuć,
do sygnałów z ciała,
do pytań, które kiedyś zostały zagłuszone,
do tego, co jest prawdziwe, nawet jeśli niewygodne.
Odzyskiwanie obecności jest procesem cichym, ale głębokim. Nie polega na „naprawianiu siebie”, tylko na ponownym zamieszkaniu własnego życia.
Jeśli to zdanie jest Ci bliskie to być może nie potrzebujesz kolejnego planu działania.
Być może potrzebujesz miejsca, w którym ktoś zapyta:
„A gdzie w tym wszystkim jesteś Ty?”
I potraktuje to pytanie poważnie.
Bibliografia (do dalszej refleksji)
Existential Psychotherapy – Irvin D. Yalom
Man's Search for Meaning – Viktor E. Frankl
The Body Keeps the Score – Bessel van der Kolk
The Power of Now – Eckhart Tolle




Komentarze