Zanim nazwaliśmy to traumą, filozofowie mówili o kruchości
- renataolszewska22
- 2 dni temu
- 2 minut(y) czytania
O cierpieniu, które nie wymaga naprawy, tylko uznania

Współczesny język psychologii mówi o traumie. O objawach. O dysregulacji.
I bardzo dobrze. To język potrzebny, ratujący, porządkujący chaos doświadczenia.
Ale zanim pojawiły się diagnozy, skale i protokoły, filozofowie mówili o czymś innym. O kruchości.
O tym, że człowiek nie jest wadliwą maszyną, lecz istotą, którą można zranić.
Kruchość jako warunek bycia człowiekiem
Blaise Pascal pisał:
„Człowiek jest tylko trzciną, najwątlejszą w przyrodzie ale trzciną myślącą.”
To zdanie nie jest poetycką metaforą. To precyzyjna diagnoza egzystencjalna.
Pascal nie mówił: „człowiek jest słaby”. Mówił: człowiek jest kruchy i to właśnie czyni go człowiekiem.
Kruchość nie jest defektem. Jest warunkiem:
więzi,
miłości,
sensu,
odpowiedzialności.
Dopiero istota, którą można zranić, może naprawdę spotkać drugiego człowieka.
Cierpienie, które nie daje się „przepracować”
Simone Weil poszła jeszcze dalej.
Pisała o doświadczeniu, które nazwała affliction — nieszczęściem.
Nie chodziło jej o zwykły ból. Chodziło o takie cierpienie, które:
narusza tożsamość,
odbiera głos,
rozsadza dotychczasowe znaczenia.
Dziś nazwalibyśmy to traumą.
Weil zauważyła coś, co do dziś bywa trudne do przyjęcia:
nie każde cierpienie można „naprawić”. nie każde da się zintegrować w sensowną narrację.
Czasem jedyną możliwą odpowiedzią jest bycie przy.
Trauma jako rana sensu
Współczesna psychotraumatologia coraz wyraźniej mówi o tym, że trauma to nie tylko:
reakcja układu nerwowego,
pamięć ciała,
nadmiar pobudzenia.
To także, a czasem przede wszystkim, rana sensu.
Filozofowie widzieli to pierwsi:
trauma rozbija opowieść o świecie,
podważa zaufanie do rzeczywistości,
niszczy oczywistość istnienia.
Dlatego osoba po traumie często nie pyta: „jak mam się uspokoić?”
Pyta:
„jak mam dalej żyć w świecie, który przestał być bezpieczny?”
Dlaczego nie wszystko trzeba leczyć
To jeden z najtrudniejszych momentów w terapii i w kulturze w ogóle.
Nie wszystko, co boli, jest chorobą. Nie wszystko, co rozsadza, jest patologią. Nie każde cierpienie wymaga natychmiastowej interwencji.
Filozofia przypominała:
są doświadczenia graniczne, które domagają się uznania, a nie korekty.
Psychologia dojrzewa wtedy, gdy przestaje obsesyjnie „naprawiać”, a zaczyna towarzyszyć.
Uznanie zamiast minimalizacji
Jednym z największych wtórnych urazów po traumie jest:
bagatelizowanie,
normalizowanie na siłę,
pośpiech w kierunku „powrotu do normy”.
Simone Weil pisała, że prawdziwa pomoc polega na:
uważnym spojrzeniu na cierpienie drugiego człowieka, bez potrzeby jego natychmiastowego usunięcia.
To bardzo wymagająca postawa. Bo wymaga wytrzymania bezradności.
Ale właśnie tam zaczyna się etyka relacji.
Od kruchości do psychotraumatologii - Zanim nazwaliśmy to traumą, filozofowie mówili o kruchości
Nowoczesna praca z traumą, ta naprawdę głęboka, coraz częściej wraca do tego punktu:
bezpieczeństwo zamiast interpretacji,
obecność zamiast rad,
regulacja zamiast „rozumienia na siłę”.
Filozofowie nazwaliby to:
troską o kruche istnienie.
Psychologia dopiero uczy się mówić to własnym językiem.
Psychologia jako córka filozofii
Zanim nazwaliśmy to traumą, filozofowie mówili o kruchości.
Zanim zaczęliśmy leczyć, uczyli się być przy cierpieniu.
I może właśnie dlatego, w świecie przepełnionym technikami, najbardziej leczące bywa dziś to, co najstarsze:
uważność, obecność i uznanie, że człowiek nie jest niezniszczalny.
Bibliografia – do czytania powoli
Blaise Pascal, Myśli – klasyczny tekst o kruchości, wielkości i sprzecznościach ludzkiej natury.
Simone Weil, Uwaga i łaska – o cierpieniu, obecności i etyce bycia przy drugim człowieku.
Judith Herman, Trauma i odzyskiwanie kontroli – most między filozofią cierpienia a nowoczesną psychotraumatologią.
Dori Laub, Shoshana Felman, Testimony – o traumie jako doświadczeniu, które domaga się świadka.



Komentarze