Nie jestem nieszczęśliwa/y ale nie czuję, że żyję.To zdanie rzadko brzmi dramatycznie. Często pojawia się mimochodem , bez łez, bez alarmu, bez „wielkiego kryzysu”.
A jednak niesie w sobie coś fundamentalnego: utraconą więź z własnym życiem.
Nie chodzi o to, że „jest źle”. Bywa stabilnie. Funkcjonalnie. Poprawnie. Czasem wręcz tak, jak „powinno być”.
A jednak pojawia się doświadczenie, które wiele osób opisuje podobnie: jakbym żyła obok siebie, jakbym była za szybą, jakby mn